Jeśli jutro wojna…

24 Październik 2010

Jesli zawtra wajna. Był taki sowiecki film, nakręcony w Sojuzie bodajże w 1938 roku. Niemcy atakują znienacka i zdradziecko, jednak Armia Czerwona w ciągu kilku dni odpiera uderzenie, niemieccy robotnicy powstają przeciwko reżimowi i z otwartymi ramionami witają towarzyszy, krwi mało, chwały dużo. Fajny film, klimacik w tym specyficznym stylu, który z zadziwiającą łatwością wpada w ucho i serce, wyłącza mózg. To się propaganda nazywa. Człowiek sowiecki miał być pewien, że jeśli Niemcy napadną, Towarzysz Stalin zrobi tak, że się nie pozbierają. Trzy lata po nakręceniu filmu Niemcy faktycznie napadli, tylko rzeczywistość była zupełnie inna. Zmasakrowali Armię Czerwoną i dotarli do Wołgi. Dlaczego w końcu przegrali, nad tym do dziś debatują historycy. Ja skłaniam się ku opinii, że pogrążyła ich ideologia – gdyby nie traktowali Rosjan jak podludzi, tylko partnerów, świat mówiłby dziś po niemiecku. Z oboma Amerykami włącznie.

Film mi się przypomniał dlatego, że ostatnio przerobiłem sobie dwie książki wydawnictwa Warbook: “Kaukaskie epicentrum” Marcina Gawędy i “Stalowa kurtyna” Vladimira Wolffa. Obie bazują na mniej więcej takim założeniu, jak ten stary ruski film. Czyli co by było, gdyby jutro doszło do wojny.
Pomysł owszem, książkowo znany. Była kiedyś -z piętnaście lat temu – taka “Czarna Seria”, w której wychodziły w Polsce technothrillery Toma Clancy’ego. Poza nimi wyszły powieści gościa, który nazywa się Larry Bond. On właśnie czynił takie założenia dramaturgiczne: Rosja napada na Polskę, Korea Północna na Południową, RPA atakuje… no kogoś tam atakuje, nie pamiętam dokładnie. Pamiętam tylko, że “Wir”, “Kocioł” czy “Czerwony Sztorm” świetnie się czytało. Na tyle świetnie, że upolowałem sobie w internecie dziełko “Następna wojna światowa” pióra Caspara Weinbergera, ministra obrony USA za czasów Reagana. Książka zawiera właśnie scenariusze potencjalnych konfliktów na świecie, oczywiście ze scenariuszem Rosja-Polska na czele. Czytało się też świetnie, bo napisane z wdziękiem, dzięki pomocy dziennikarza Petera Schweizera. Oczywiście niby fantastyka, ale wstęp napisała sama Margaret Thatcher…

Panowie Gawęda i Wolff poszli w te właśnie strony, opisując potencjalny konflikt z Polską w roli głównej. “Kaukaskie epicentrum” to właściwie podrasowana historia sprzed dwóch lat, czyli wojna gruzińsko-rosyjska o Osetię Południową. Tylko że w książce idzie już na ostro, Rosjanie pchają się do Tbilisi, a na drodze stają im poza Gruzinami także Amerykanie i oczywiście nasi dzielni chłopcy. Dlaczego nasi, dlaczego tam? Bo pozwolę sobie przypomnieć, że obok jest Azerbejdżan, a tam ropa, która nie płynie przez Rosję, a jest potrzebna… No, historia niezła, w dodatku prawdopodobna – to znaczy była prawdopodobna za poprzedniego Prezydenta, bo ten zdaje się już ma już gdzie indziej kolegów…

“Stalowa kurtyna” to natomiast pyszna historia o tym, jak się Białoruś pod Łukaszenką na Polskę porwała. Łukaszenka narysowany niestety jak mały hitlerek, aż się dziwię że ambasada Białorusi nie protestuje. Może nie czytali. A szkoda, bo kurcze Białorusini wypadają jak ostatnie bydlaki, ze zbrodniami wojennymi włącznie. Jakby ktoś tak Polaków odmalował to bym się wkurzył. Wolff Polaków maluje jednak prawie jak Sienkiewicz. Owszem, jest zdrajca (u Sienkiewicza też był!), ale zasadniczo nasi walczą ciężko, w obronie, okrążeniu i nawet w ruchu oporu. Wreszcie jednak uderza NATO (B-2!), ruszają Leopardy i nasza 11 Lubuska z Żagania robi Białorusinom Jesień Średniowiecza.

Może nie najwyższych lotów literatura, przyznaję. Ale jak krzepi. Insza inszość, że kurczę jakoś nie mogę sobie wyobrazić,żebyśmy byli w stanie tak dzielnie walczyć mając rozpieprzoną w drobny mak armię przez obecnego MONa Klicha. Ale krzepi. Tak, jak chłopaków z Woroneża czy Samary krzepił w 1941 film “Jesli zawtra wajna”…

 

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.